Identyfikuję siebie jako terapeutkę humanistyczno – doświadczeniową, której bliskie jest podejście Gestalt. Poznawałam je uczestnicząc w treningach i warsztatach prowadzonych przed doświadczonych terapeutów Gestalt. Stosuję elementy focusingu w pracy z pacjentami i to jest mój tak zwany warsztat, w którym głównym narzędziem jestem ja. Założyłam, że będę skuteczniejszym i bardziej adekwatnie pracującym narzędziem, jeśli techniki, którymi się posługuję sprawdzę na sobie. Nie proponuję pacjentom niczego, prawie niczego na sobie nie doświadczyłam. Lubię w indywidualnym kontakcie odkrywać, co jest potrzebne konkretnej osobie w zdrowieniu. Jestem bardzo ostrożna, a nawet przeciwna podpowiadaniu komukolwiek, co może być dla niego dobre, bez zanjomości osoby i jej historii. Kiedy pojawiły się krytyczne (moim zdaniem ważne) głosy , na temat ustawień systemowych po prostu wzięłam udział w ustawieniach, żeby nie być goło słowną i wiedzieć o czym mówię.Ukazuje się coraz więcej publikacji z pomysłami pracy z pacjentem w gabinecie. Mają być ułatwieniem dla początkujących terapeutów, którzy czasem potrzebują techniki, kiedy trudno im w relacji z pacjentem. To naturalne na początku pracy, ale jest w tym pewne niebezpieczeństwo – nie da się zasłonić techniką lęku przed obecnością. W życiu też to robimy. Czasem chowamy się za okrągłymi zdaniami, czasem na pytanie – co u ciebie, odpowiadamy - jakoś leci, a co u ciebie? To sposób, który chroni przed otwartością, na którą nie jesteśmy gotowi lub jej po prostu nie chcemy. Technika może być uzupełnieniem, ale użyta w nieodpowiednim momencie może przynieść więcej szkody niż pożytku. Odrobinę przypomina mi to sytuację, kiedy dziecko potrzebuje wejść na kolana matki, bo jest mu z czymś bardzo trudno, a matka mówi – idź się pobaw. Oczywiście pacjenci nie siadają na naszych kolanach, obejmujemy ich jedynie, a może aż uwagą. Z tej uważności bierze się zaufanie. Z adekwatności terapeuty reagującego na potrzeby emocjonalne pacjenta rodzi się poczucie zrozumienia, którego potrzebujemy w świecie, a o które czasem jest bardzo trudno. Kiedy słyszę – w zasadzie tylko pani rozumie o czym mówię, widzę samotność pacjenta w tym wymiarze. Samotność tylko w części jest doświadczeniem fizycznym, w większości jest doświadczeniem emocjonalnym. Stąd wzięło się powiedzenie o samotności w tłumie. Dlatego będąc psychoterapeutą warto sprawdzać z sobą samym i w superwizji, czy nie opuszczamy emocjonalnie pacjenta stosując techniki, które nie pogłębiają doświadczenia, a po które terapeuta sięga jako po sposób poradzenia sobie z tym, co dla niego jest za trudne. Czasem jest to milczenie, czasem poruszenie tematu, w którym terapeuta sam nie czuje się pewnie, albo wydaje mu się, że sobie nie poradzi. Najpierw relacja, potem racja – prosta zasada komunikacji. Najpierw relacja z sama sobą, potem relacja między nami. Nie spotkam się z nikim w przestrzeni autentyczności bez relacji z samą sobą. Najpierw relacja, potem zadanie. Najpierw relacja potem działanie. Najpierw relacja, potem konfrontacja. A teraz … publikacja.