Menu Ikona menu Ikona zamknij

W głębinach znaczeń

Polubiłam nurkowanie. Nie to w odmętach głębin, ale w zakamarkach znaczeń. Żyjąc w świecie znaczeń, a nie faktów dobrze jest opanować tę umiejętność choćby na poziomie podstawowym. Dla mnie - realistki - to umiejętność konieczna, ponieważ lubię wiedzieć z czym konkretnie mam do czynienia.

Przeczytałam niedawno tekst o praktykowaniu wdzięczności. Autorka nie wyjaśniła o jaki jej aspekt chodziło, ale w moim rozumieniu chodziło o postawę wdzięczności, bo tę można praktykować. Natomiast wewnętrzne poczucie wdzięczności pojawia się w efekcie dobrostanu, jako konsekwencja poczucia bezpieczeństwa. Kiedy ciało wychodzi ze stanu obrony wdzięczność pojawia się jako naturalny skutek. Nerw błędny aktywuje się nie dlatego, że praktykowaliśmy wdzięczność, ale dlatego, że mózg otrzymał informację - możesz odpuścić. Dlatego nie udaje się odczuwanie wdzięczności w drodze praktykowania gestów wdzięczności. Tak rozumiana wdzięczność jest skutkiem, nie metodą regulacji. Uzdrowienie przynosi bezpieczeństwo w naturalnym przebiegu od ulgi, przez poczucie odpuszczenia, oddech do wdzięczności. Drogą do wdzięczności jest więc dbałość o dobrostan

Podobnie rzecz ma się z szacunkiem, o którym zwykło się mówić jak o czymś, co się nam "należy". Należy nam się uszanowanie jako postawa. Mamy prawo oczekiwać, że inni nie będą nad atakować, obrażać, umniejszać, oceniać, dewaluować zachowując jednakowoż prawo do oceny zachowania. Uczucie szacunku w głębi naszego JA nie przychodzi z decyzji. Przychodzi w efekcie tego, jak przeżywam relację z konkretną osobą. Na ile ją cenię, na ile jest dla mnie autorytetem, w czym chciałabym ją naśladować, czym ujmuje mnie w swoim życiu, w systemie wartości i postawie - to kim jest i jak mnie traktuje sprawia, że pojawia się szacunek, który czasem skłania do pochylenia głowy. Nie odwrotnie. Czy są osoby wobec których nie żywię wewnętrznego szacunku? Tak, bo jest to zgodne z moim wewnętrznym porządkiem świata.

Odniosę się do jeszcze jednego określenia - rozumiem cię. Wielokrotnie przekonywałam się, że ktoś słysząc - rozumiem nadawał temu określeniu taką treść jak: myślę tak jak ty, zgadzam się z tobą. Używam tego określenia w jego dosłownym znaczeniu - rozumiem tę sytuację, motywy, co jest trudnego, niebezpiecznego, radosnego dla kogoś, ale bywa, że ani bym się tak nie zachowała, ani nie zgadzam się z jakimś stanowiskiem, choć mogę je rozumieć. Bywa, że określenie "świetnie się rozumiemy" niesie ze sobą znaczenie "jesteśmy podobni". Mogę rozumieć i być niepodobna do osoby, którą rozumiem.

Czy warto tak dzielić przysłowiowy włos na czworo? Z pewnością nie zawsze, ale kiedy dotyczy to ważnej relacji, ważnego obszaru życia warto. Warto podjąć wysiłek wspólnego nurkowania, bo porozumienie niesie ze sobą spotkanie na poziomie Ja z Ty w prawdzie, a nie wyobrażeniu o niej.

Ikona menu